
Coffee badging to gra pozorów, która kosztuje więcej, niż myślisz
Jest 9:00 rano. Parkingi pod biurowcami się zapełniają, recepcje notują wzmożony ruch, a ekspres do kawy pracuje na pełnych obrotach. A potem przychodzi 13:00 i… budynek jakby pustoszeje. Czy ludzie skończyli już pracę? W większości przypadków nie. Po prostu przenieśli się tam, gdzie jest ciszej, szybciej i wygodniej, czyli do domu, do kawiarni. Zachęcamy do lektury artykułu, którego autorem jest Wojciech Krupa, nasz Workplace & Change Management Director.
Coffee badging
To zjawisko ma swoją nazwę: coffee badging. W skrócie, pojawiamy się w biurze na chwilę, żeby być widocznym, odbić się na wejściu, spotkać się z zespołem w kuchni, zaliczyć symboliczną obecność, aby już po chwili wrócić do trybu, w którym realnie da się dowozić zadania.
Nie ma w tym nic dziwnego, coffee badging to raczej objaw niż wina pracowników. Objaw tego, że biuro przestało być automatycznym miejscem pracy, a stało się narzędziem, które trzeba na nowo zaprojektować, organizacyjnie, kulturowo i przestrzennie.
Skąd to się bierze (i dlaczego narasta)
W wielu firmach powrót do biur został opisany w kategoriach, ile dni zamiast po co. Gdy reguła brzmi: 3 dni w tygodniu, ludzie naturalnie szukają sposobu, by spełnić wymóg możliwie niskim kosztem – czasowym, energetycznym, finansowym. Wtedy biuro zaczyna funkcjonować jak punkt kontrolny, a nie miejsce, które realnie pomaga w pracy.
Drugi czynnik to dopasowanie przestrzeni do zadań. Jeśli większość dnia to praca wymagająca skupienia, a biuro oferuje głównie open space, hałas, brak małych sal i wieczne polowanie na salki, pracownicy podejmują racjonalną decyzję: przyjadę, pokażę się, ale pracę w skupieniu zrobię gdzie indziej.
Trzeci czynnik to psychologia obecności. Wiele organizacji nadal, czasami nieświadomie, premiuje widoczność, czyli ten kto jest, ten pracuje. W modelu hybrydowym to prowadzi do paradoksu, w którym ludzie przychodzą po to, żeby było ich widać, a nie po to, żeby wydarzyła się współpraca.
Co na tym traci firma (i dlaczego to nie jest błahostka)
Coffee badging wygląda niewinnie, ot, krótka wizyta w biurze. Problem w tym, że przy skali setek czy tysięcy osób staje się kosztownym, systemowym zjawiskiem.
Najczęstsze skutki uboczne:
- Erozja sensu biura, gdyż biuro przestaje być produktywne, a staje się rytuałem spełniania wymogu.
- Wzrost cynizmu, ponieważ udajemy, że wróciliśmy, oni udają, że nie widzą, a to prosty przepis na erozję zaufania.
- Chaos w planowaniu, bo szczyt obecności jest w kuchni i na parkingu w określonych godzinach, a potem pozostają puste piętra. Trudniej zaplanować usługi, recepcję, sprzątanie, catering, rezerwacje.
- Spadek jakości współpracy, ponieważ ludzie są w biurze na chwilę, to trudno złapać realne okno na warsztaty, burze mózgów, mentoring czy sensowne spotkania zespołowe.
- Ukryta nierówność, gdyż część ról i zespołów może zaliczać obecność łatwiej niż inni np. ci, którzy mają daleki dojazd lub obowiązki opiekuńcze.
W praktyce coffee badging może być sygnałem, że to co oferuje biuro i to, co firma mierzy, nie zgadza się z tym, co ludzie mają realnie zrobić.
Perspektywa szefa vs perspektywa pracownika
Warto nazwać obie logiki, bo one są… w dużej mierze racjonalne.
Z perspektywy pracodawcy:
- Biuro kosztuje (czynsz, media, fit-out, serwis, sprzątanie) i trudno zaakceptować jego pustostan.
- Relacje i kultura organizacyjna trudniej tworzą się zdalnie, szczególnie przy onboardingu nowych osób.
- Menedżerowie chcą przewidywalności, kiedy zespół jest razem.
Z perspektywy pracownika:
- W domu często łatwiej o skupienie i tempo pracy, bo występuje mniej przerywaczy, mniej small talku w złym momencie.
- Dojazd to realny koszt: czas, pieniądze, stres.
- Jeśli w biurze dominuje praca indywidualna przy laptopie, to pytanie: po co pozostaje bez odpowiedzi.
Problem pojawia się wtedy, gdy firma próbuje rozwiązać potrzebę relacji i współpracy narzędziem obecności, a pracownicy odpowiadają narzędziem symbolicznej obecności.
Co zamiast, czyli jak ograniczyć coffee badging bez wojny
Jeśli celem jest mniej pozorów, a więcej sensu, to skuteczniejsze od sztywnego „X dni” bywają trzy proste zmiany:
- Projektuj biuro pod konkretne aktywności
Zamiast biuro = miejsce pracy, ustaw definicję, gdzie biuro = miejsce do współpracy, decyzji, kreatywności, uczenia się, socjalizacji. Potem sprawdź, czy przestrzeń to wspiera poprzez: małe pokoje do pracy w skupieniu, pokoje do rozmów 1:1, miejsca na warsztaty, dobre AV, strefy ciszy. Ustal również politykę spotkań. - Zamień dni na momenty, które mają sens
Na przykład: jeden wspólny dzień zespołowy co tydzień lub 2 tygodnie (z agendą: planowanie, warsztat), a reszta elastycznie. Wtedy przyjazd przestaje być „odbębnieniem”, a staje się narzędziem. - Mierz wynik, nie obecność
Jeśli organizacja dalej nagradza bycie, to coffee badging będzie kwitło. Jeśli nagradza jakość „dowożenia tematów”, współpracę i realne zachowania np. mentoring, udział w sesjach, dzielenie się wiedzą, to ludzie zaczną je robić także w biurze.
Link do raportu: https://www.owllabs.com/state-of-hybrid-work
Zaobserwuj nas na: Facebook i LinkedIn.
Zachęcamy także do lektury naszego artykułu Coldwell Banker Commercial Nuvalu z nominacjami w czterech kategoriach EUROBUILD AWARDS – silna pozycja na rynku nieruchomości komercyjnych

Powiązane artykuły
Trzy pytania do… Marcin Sochaczyński, Consultant w Coldwell Banker Commercial Nuvalu
Przeczytaj
Dołącz do naszego Zespołu!
Przeczytaj